<title_newspaper="Przekrój">
<title_article="'Przekrój z kaszą'">
<author_1="Maria Zientarowa">
<language="pl">
<style="press">
<year="1954">
<month="11">
<date="1954-11-07">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
— A dlaczego wasza pani nie kupuje pokarmu dla ryb? — Bo zapomina.— No to co się dzieje z rybami? — Jedna wczoraj zdechła. Pochowaliśmy ją pod choinką w ogrodzie. Ma piękny grób. Krysia kopała, Oleś Kuliński włożył ją do środka, a ja przynosiłem kwiaty .Maluchy nam ją potem odkopały, tośmy ich sprali. Jutro zrobimy drugi pogrzeb. — A gdzie ta rybka? — Włożyłem ją do pudełka. Ale teraz ją dałem Jankowi, żeby się nią trochę pobawił, bo on jest strasznie zły, że choruje i do przedszkola chodzić nie może .— Pilnuj tej manny! — wrzasnęła matka Janka. — Bzika można z wami dostać! Janek siedział w łóżku z wypiekami od gorączki i wgniatał plastelinę w kołdrę. — Gdzie ryba? — krzyknęła matka Janka. — Jaka ryba? — zdziwił się Janek. — Ja żadnej ryby jeść nie będę i kaszy też nie. Ja jestem chory i mnie nie wolno do niczego zmuszać. — Coś zrobił z tą rybą co ci dał Andrzej? W pudełku, z akwarium, z przedszkola? No, mów! — Pudełko mam pod poduszką, a rybę porwał Lejek. Tylko nie mów Andrzejowi bo oni nie będą mieli jutro co chować. On mówi, że oni się z tą rybą bawią w chowanego. — Mama, z tą manną dzieje się coś dziwnego — wrzasnął Andrzej z kuchni. Prawie cała zawartość garnuszka wykipiała na podłogę, tuż koło nosa Lejka. — Lejek ma szczęście — ucieszył się Andrzej — Janek też —dodał filozoficznie. — Ugotuję drugą — powiedziała matka Janka twardo. — Nic innego na kolację nie ma. Jest przed pierwszym. — Przed pierwszym czym? — Nie stawiaj głupich pytań
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
